Blog > Komentarze do wpisu

Związki partnerskie a dyskryminacja? Bzdura!

Pomyślałem, że warto spisać ten nadmiar myśli. Niech się ulotnią, znajdą swoją przestrzeń poza moją głową. Poza tym - tak mogę je przynajmniej utrwalić, zawsze do nich wrócić, z łatwością odtworzyć wydarzenia i myśli. Cofnąć się w czasie bez najmniejszych trudności i dostrzec, co takiego się zmieniło i we mnie, i w otaczającym świecie. Tyle tytułem wstępu.


Wpadłem wręcz w osłupienie, gdy zauważyłem jaką lawinę krytyki wylali wszyscy - dosłownie, bo stanowiska zabrały nawet osoby medialne - na polityków. Ci bowiem odrzucili wszelkie koncepcje związane ze związkami partnerskimi. I co z tego? Czy to właśnie nie jest tak, że większość decyduje? Czy to mniejszość nie powinna się dopasować? Przecież zawsze tak jest! 
Tyle że w wielu przypadkach mówi się wtedy o... dyskryminacji. Ależ oczywiście. To słowo jest równie nadużywane jak rasizm. Ma negatywny wydźwięk, pokazuje jakieś uciemiężenie, ale to przecież bzdura. Być może i homoseksualiści powinni mieć prawo do zawierania związków partnerskich (w sumie nic mi do tego), ale w sumie na jakiej podstawie? Przecież większość czy to polityków, czy też Polaków po prostu sobie tego nie życzy. 


Słychać głosy, że Polska nie idzie za postępem, że w UE już dawno wiele państw zalegalizowało takie związki. A ja pytam, co z tego? Czy wykładnią we wszystkich przypadkach musi być to, że ktoś inny to zrobił? Niektóre państwa mają też karę śmierci, wyższe/niższe podatki, inny ustrój? Czy to oznacza, że mamy się do nich dostosować. Niektórym najwyraźniej brak własnego rozumu, własnej świadomości.


Nie odmawiam kategorycznie zawierania związków partnerskich, bo - co pisałem wcześniej - nic mi do tego. Zwłaszcza jeśli nie wkracza to na pewną ścieżkę (np. adoptowanie przez homoseksualistów dzieci). Z drugiej strony większość wybrała Donalda Tuska i PO a cały naród musi z tym żyć. Polacy nie potrafią ponosić odpowiedzialności - za zły stan winią polityków, których sami wybierają. Za absurdalne przepisy wprowadzane przez UE winią eurodeputowanych, choć przecież było referendum w sprawie wejścia do UE.


Prawdę mówiąc to mnie wkurwia. Wszędzie Polak szuka tylko okazji, by zmyć z siebie odpowiedzialność. Ze wszystkiego. Zawsze winne jest otoczenie, nie on sam. Wyrzucenie z pracy? Kryzys, redukcja etatów. Winni? Pracodawca i politycy. Odechciewa się tego czytać, słuchać. Naprawdę.


Wracając jednak do związków. Gdzie tutaj jest dyskryminacja? Choć wiem, że do nikogo to nie trafi, bo to tylko przelanie myśli na ekran, dla własnej przyjemności, to jednak mam wrażenie, że otaczają nas idioci i hipokryci. Wszyscy nimi jesteśmy - sęk w tym, by o tym wiedzieć i umieć się przyznać do ludzkiej natury, oblicza, od którego nie uciekniemy. To jednak potrafią nieliczni. Szkoda.

sobota, 26 stycznia 2013, trajan_langdon

Polecane wpisy